Bang Gang

Każdy film tak otwarcie pokazujący seksualność jak reżyserski debiut Evy Husson będzie krytykowany – po pierwsze przez wszelakich obrońców obecnego porządku oburzonych rozluźnieniem obyczajów, po drugie przez ludzi węszących w takim przedstawianiu bohaterów filmu sprytnego sposobu na marketing. Pierwszych należy wyśmiać, drudzy mają trochę racji, ale uważam, że autorka miała w tym wszystkim cel.

George, główna bohaterka filmu jest nastolatką. Chodzi do szkoły w małej miejscowości w południowo- zachodniej Francji. Dziewczyna zakochuje się w Alexie, jak początkowo myśli, z wzajemnością. Jednak po szybkiej konsumpcji związku okazuje się, że Alex na kolejnej imprezie nie chce nawet z nią porozmawiać, za to blisko poznaje się z jej najlepszą przyjaciółką. Z rozgoryczenia i chęci zemsty George wymyśla zabawę, którą nazywa Gang Bang – początkowo nastolatki zaczynają grać w butelkę, szybko zmienia się to jednak w regularną orgię.

BangGang-9

Oglądając „Bang Gang” ma się ciągłe wrażenie, że autorka zachowania nastolatków potępia, ale przy tym jest całą historią niezdrowo zafascynowana, co również przenosi się na odczucia widza. Przekłada się to również na sposób realizacji zdjęć do filmu. Orgie są celebrowane, pokazywane w taki sposób, by podkreślić piękno ciał młodych ludzi, nie ma się wrażenia obrzydliwości czy niepoprawności.

I choć tak naprawdę moralitety i refleksje każdy ma już przygotowane przed zobaczeniem filmu, to reżyserka bardzo zręcznie wprowadza nas w pewnego rodzaju trans. Prawdziwie tantryczny, co prawda dość prymitywny, bo w końcu uderzający w podstawowe ludzkie instynkty, ale nikt, na chwilę uwolniony z okowów kultury rozumianej jako przeciwieństwo natury, nie powie że nie jest to przyjemne. Z tego bezmyślnego snu widz budzi się w tym samym momencie co bohaterowie – gdy sprawa staje się jawna dla rodziców bohaterów.

Bang-Gang

Reakcje rodziców są różne. Wydaje się, że Husson chciała wprost pokazać kilka etycznych interpretacji tego co się stało. I rzeczywiście wybór jest spory i różnorodny. Może trochę szkoda, że zostawia to mało miejsca na prawdziwie własne interpretacje, ale z drugiej strony pozwoli każdemu ulepić coś quasi-swojego.

Nie można również nie zauważyć, że pomysł Bang Gangu zrodził się w głowie George, przechodzącej typowe problemy wieku dojrzewania. Reakcja trochę przesadna, bezmyślna i nie prowadząca do żadnego rozwiązania, ale sam problem przez reżyserkę naświetlony jest dokładnie i z klasą, narracja pozbawiona jest często obecnego przy obrazowaniu perypetii młodych ludzi protekcjonalizmu. Dziewczyna przez autorkę jest traktowana z wyrozumiałością i wrażliwością, co bezwzględnie należy pochwalić.

Obraz Evy Husson bez wątpienia miał być skandalizujący – sugeruje to choćby tytuł będący terminem zaczerpniętym z innego rodzaju kinematografii, ale właściwie nie jest to duży grzech. Gdy „wgryziemy” się w dzieło Francuzki to dostrzeżemy nie tylko bardzo dobre wrażenie estetyczne, jakie film po sobie zostawia, ale również to, że film to udana opowieść o dorastaniu. Swoją drogą wpisuje się w to pewien nurt obecny ostatnio w kinie francuskim (choćby opisywane przez nas „Z podniesionym czołem”, czy „Historia Marie”). „Bang gang” to niezły film, a z pewnością więcej niż większość spodziewa się po zapoznaniu się z materiałami promocyjnymi.