Must see #2: Ostatnia rodzina

O debiucie Jana P. Matuszyńskiego słyszał chyba każdy, na długo przed właściwą premierą. Historia rodziny Beksińskich, to właściwie gotowy materiał na film, który nie wymaga sztucznego wzbogacania. Lecz nawet najszlachetniejszy marmur można obrócić wniwecz ręką niezdolnego rzeźbiarza. Tak się w tym przypadku na szczęście nie stało, o czym oprócz skromnego zdania autora tej recenzji świadczą również nagrody w Locarno i Gdyni.

Film rozpoczyna się od fragmentu rozmowy Zdzisława Beksińskiego z wieloletnim mecenasem artysty Piotrem Dmochowskim. Malarz opowiada o swoich najnowszych fascynacjach i zainteresowaniu technologią. Dość szybko jednak przenosimy się z roku 2005 aż do 1977, gdy syn Zdzisława i Zofii – Tomasz wyprowadza się z mieszkania do… innego mieszkania w bloku oddalonym o kilkaset metrów od dotychczasowego domu, w związku z czym rodzina pozostaje w bardzo bliskich kontaktach. Obraz Matuszyńskiego jest podzielony na pewnego rodzaju epizody, dziejące się w różnych latach, o czym widz jest informowany datą pojawiającą się na ekranie, z których ostatnim jest moment śmierci malarza. Pozwala to więc rzeczywiście obserwować historię tej jednej rodziny od przełomowego dla niej niewątpliwie wydarzenia, aż do jej ostatecznego końca.

or4

Siłą napędową tak fabuły jak i artystycznego wyrazu „Ostatniej rodziny” są postacie, zarówno te rzeczywiste, ludzkie – pierwowzory, jak i same ich odzwierciedlenia w filmie. Na pierwszy plan wybijają się w szczególności dwie, co nie powinno być zaskakujące: Zdzisław i Tomek. Pewna aura tajemniczości, wręcz pewien mistycyzm od dawna był związany z rodziną Beksińskich. Reżyser trochę ich postacie odczarowuje ukazując ojca i syna w sytuacjach codziennych. Jednocześnie udaje mu się przez to zbudować pewne podwaliny do przyczyn takiego a nie innego zachowania, w szczególności Tomka, który jak się wydaje częściowo uginał się pod wpływem wyjątkowo silnej osobowości ojca. Niezwykle ciekawa lecz pozostającą na uboczu postacią jest Zofia – żona Zdzisława a matka Tomka. Choć wydaje się, że nie ma dużego znaczenia i daje się zdominować najbliższym jej mężczyznom, to jednocześnie sprawia wrażenie najważniejszego ich uzupełnienia. Interpretacji działań, zachowań postaci i kierujących nimi motywów może być wiele i warto pochwalić to, że film dostarcza materiału dla wszelkich pasjonatów ludzkiej psychiki czy osobowości.

A takich osób w Polsce jest wiele, co można wywnioskować z wyników sprzedaży książkowych biografii. Nie jest to absolutnie oskarżenie, poniekąd wszystkie historie są o ludziach, ale z różnych powodów to te prawdziwe zyskują większe uznanie publiczności. Powody leżą raczej głębiej w ludzkiej naturze, ale skończmy na banale – życie pisze najlepsze scenariusze. Myślę, że podobny mechanizm decyduje o popularności „Ostatniej rodziny”, podkreślę jednak że od ogółu się nie odcinam i mi również film się podobał, a to że jest dobrze przyjmowany przez publikę nie ma związku z jego jakością.

or3

Poza zaletami wynikającymi z samej treści, pochwalić należy również choćby sprawną, ciekawą narrację. Początkowo dziwne sytuacje w domach bohaterów wydają się widzom zabawne, z czasem jednak ich nagromadzenie zaczyna być niepokojące. Powoduje to zwiększone wrażenie głębi fabularnej i nie pozwala się nudzić.

Dobrze wypada też strona wizualna filmu – scenografia i kostiumy. Tak naprawdę przez przytłaczającą większość czasu oglądamy wnętrze dwóch mieszkań, których wystrój przez kilkadziesiąt lat na dobrą sprawę nie ulega zmianie. Dominują szare, jakby wyblakłe barwy, co pogłębia depresyjną atmosferę obrazu Matuszyńskiego. Choć czasem się wydaje, że trudno osiągnąć inny efekt kręcąc film na blokowisku, to tu z pewnością było to w pełni zamierzone.

Często słyszy się też o aktorskiej nadinterpretacji Dawida Ogrodnika i rzeczywiście jego kreacja jest bardzo wyrazista, ale sam nie uznałbym jej za przesadną. Bezsprzecznie doskonały występ zaliczył za to Andrzej Seweryn, do czego i ja się przychylam.

or6

Świetna jest też ścieżka dźwiękowa, złożona przede wszystkim z utworów znanych polskiej publiczności między innymi dzięki wysiłkom Tomasza Beksińskiego. Można usłyszeć między innymi Moody Blues, Budgie czy Yazoo, więc z pewnością ci, którym te zespoły są znane potwierdzą, że nawet dla niezaznajomionych ich słuchanie to przyjemność.

Wydaje się, że w świadomości społecznej, to raczej Tomek zapisał się mocniej. Choć w przeciwieństwie do ojca, kultury jako takiej nie tworzył, to był znanym propagatorem jej popularnej odnogi. Film jest pomiędzy te dwie postaci podzielony w zasadzie po równo, co może powodować niezadowolenie wśród fanów tylko jednego z Beksińskich.

Film z całą stanowczością mogę polecić. Zadowoli zarówno kinomanów, a przez biograficzny charakter również ludzi zainteresowanych historią tej doprawdy niezwykłej rodziny. Należy „Ostatnią rodzinę” polecić też osobom o Beksińskich nic nie wiedzącym – z pewnością dadzą się zaskoczyć. Dobra realizacja, bardzo dobrej, ciekawej historii.

mustsee1

Film można obejrzeć:

W kinie

Zapraszamy do subskrypcji e-mail, aby otrzymywać powiadomienia o nowych postach oraz polubienia strony na Facebooku!

 

 

Tags: