Chevalier

Czasem wydaje się, że pewne filmy cię unikają. Mimo wielu okazji i ciągłej chęci zobaczenia danego obrazu ostatecznie nie udaje się i i tak cię omija. Myślałem, że tak skończy grecki „Chevalier” Athiny Rachel Tsangari. Ostatnią deską ratunku na szczęście okazał się Festiwal Kamera Akcja za co w tym miejscu dziękuję. A czym kusi film Greczynki?

Historia jest prosta – kilku mężczyzn wybrało się w rejs jachtem po morzu śródziemnym. W dzień nurkują, wieczorem starają się zabawić oddając się wymyślanym naprędce grom. Pewnego dnia dochodzą do formuły gry ostatecznej – „Najlepszy we wszystko”. Zasady są proste: za każde działanie, stan umiejętności czy fizjonomii osobnika przyznawane są punkty w ustalonej skali. I tak na przykład ocenie zostają poddane głośność chrapania, to czy ktoś pali, czy (oczywiście) rozmiar członka. Nagrodą w tym niezwykłym konkursie jest sygnet najstarszego z panów, nazywany „Chevalier”.

chevalier1

Rzadko można w tak jednoznaczny sposób bezpośrednio odpowiedzieć na pytanie o czym jest dany film. Tu sprawa jest prosta gdyż reżyserka na warsztat wzięła konkretny zestaw cech przypadający pewnej grupie społecznej. „Chevalier” to film o męskości, ale nie tej opiewanej w pieśniach, wręcz przeciwnie, w szczególny sposób dotykany jest tu problem typowego dla mężczyzn dążenia do rywalizacji i potrzeby, pragnienia władzy. Te cechy zostają sportretowane w sposób bardzo sprytny, pod pretekstem gry, która choć idiotyczna, to jak najbardziej realna. Panowie zapominają o otaczającym ich świecie, poświęcając się w pełni zabawie, a poziom determinacji w dążeniu do wygranej jest w pewnym sensie godny podziwu.

chevalier2

Przez indukcję jednak autorka prowokuje dyskusję o ogóle zestawów cech płci kulturowych, sensowności ich utrzymywania oraz chyba przede wszystkim naturalności ich powstawania, „przyrodzoności”. Nic dobrego nie wynika z działań bohaterów dramatu Tsangari, może więc warto by powstrzymywać w sobie cechy, które nie prowadzą do niczego pozytywnego, a często w ogóle są utrzymywane wyłącznie w imię męskości, czy kobiecości. Nikt nic z tego nie uzyska, co zdaje się mówić Greczynka. Symptomatyczne jest zresztą, że film o wydźwięku tak krytycznym wobec męskości zrealizowała kobieta.

Wiadomo jednak, że tak nieskomplikowany koncept jak jakaś gra na pełną historię nie wystarczy. „Chevaliera” ciągną postaci, kilku mężczyzn powiązanych ze sobą dziwnymi relacjami. Są sceny zazdrości, jest męska duma, jest też trochę komedii, która pozwala widzowi tak jak bohaterom filmu oderwać się na chwilę od „Najlepszy we wszystko” i ulżyć trochę stresu.

chevalier-4

Mimo to obraz Tsangari wciąż sprawia wrażenie jednak trochę „niedociągniętego”. Brakuje w tym trochę jakby gęstości. Wydarzeń nie jest dużo, a postaci powstałych luk nie są w stanie wypełnić swoim charakterem. Niedużo brakuje… ale brak jest odczuwalny.

„Chevalier” to niezły film, spokojnie można go polecić widzom spragnionym rozważań natury społecznej, jednak wymaga pewnej odporności na nudę, umiejętności którą polecam nabyć. 🙂

 

 

 

 

 

Tags: